Generał Różański: Gdy dowiedziałem się o raku, świat dla mnie zadrżał
- Generał Mirosław Różański to jeden z najbardziej cenionych polskich dowódców wojskowych ostatnich dekad. Przez ponad 30 lat zajmował kolejne stanowiska dowódcze, był m.in. Dowódcą Generalnym Rodzajów Sił Zbrojnych RP.
- – Osoby mocno aktywne, zarówno zawodowo, jak i poza pracą – a taką byłem osobą – zwykle nie myślą, że zachorują. Gdy pojawiła się diagnoza szpiczaka, świat zadrżał – w mojej wyobraźni. Pamiętam to do dziś – mówi gen. Mirosław Różański.
- Jest też ekspertem w dziedzinie bezpieczeństwa i strategii wojskowej oraz senatorem. Od lat uczestniczy w debacie publicznej na temat bezpieczeństwa państwa, modernizacji armii. – Dziś na bezpieczeństwo państwa należy patrzeć holistycznie, nie tylko przez pryzmat zakupów uzbrojenia, systemów wprowadzanych do polskich sił zbrojnych. Nie będą miały racji bytu najbardziej zaawansowane technologie – bez społeczeństwa, czyli tych, którzy będą dysponować tymi systemami – zaznacza gen. Różański.
Katarzyna Pinkosz, NewsMed, Wprost: Panie Generale, zna Pan szpiczaka od podszewki. Czy zanim zachorował Pan na szpiczaka, słyszał Pan o tej chorobie?
Generał broni Mirosław Różański, senator RP: Osoby mocno aktywne, zarówno zawodowo, jak i poza pracą – a taką byłem osobą – zwykle nie o tym nie myślą. Uważałem, że jestem wręcz nieśmiertelny – choroby mnie się nie imały, nigdy nie zwracałem na to uwagi.
Gdy pojawiła się diagnoza, świat zadrżał – w mojej wyobraźni. Pamiętam to do dziś.
Trudno myśleć, że zachoruje się na chorobę nowotworową, gdy jest się osobą sprawną, bardzo aktywną…
Aktywność fizyczna, sposób odżywiania, to kwestia higieny życia: zawsze starałem się zwracać na to uwagę. Oczywiście, kwestie chorób onkologicznych nie były mi obce, ale były one dla mnie trochę z boku – uczestniczyłem w różnego typu akcjach pomocowych, natomiast nigdy nie myślałem, że mnie to dotknie, że stanę się częścią tego środowiska, tej – użyję tego określenia – rodziny osób, które muszą zmagać się z nowotworem krwi.
Jaką chorobą jest szpiczak?
Zaskakującą.
Początek to były dolegliwości, które wiązałem z zupełnie innymi kwestiami, raczej neurologicznymi – w tym kierunku chciałem się leczyć. Kiedy okazało się, że jest to nowotwór, szpiczak mnogi, to zastanawiałem się, skąd się wziął. Doskonale jednak wiemy, że nie wiadomo, co jest przyczyną tej choroby.
Szpiczak to choroba, która mocno angażuje najbliższe otoczenie, rodzinę. Pacjent musi się podporządkować szeregowi wymagań i ograniczeń, które dla mnie były trudne do wyobrażenia. Wiem, że spada moja odporność, że muszę uważać, w jakim miejscu przebywam. Ale nie zaprzestałem aktywności zawodowej i społecznej, prowadzę Fundację pomocową dla weteranów. Kontakt z ludźmi jest dla mnie oczywisty, także w parlamencie. Mam jednak świadomość, że muszę zwracać uwagę, w jakim otoczeniu przebywam, czy nie ma osób, które są zainfekowane.
Nie mówił Pan o chorobie…
Zawsze starałem się traktować chorobę jako coś bardzo osobistego, intymnego, nigdy nie podnosiłem publicznie tej kwestii. Uważałem że to jest moja osobista sprawa.
W pewnym momencie nastąpiło przewartościowanie. Uważam, że osoby aktywne zawodowo, jak ja, parlamentarzysta, powinny mówić o tym wprost, że można być chorym i dalej być aktywnym; można starać się dzielić swoją wiedzą, pomocą. Staram się tak robić.
Szpiczak jest jednak ograniczeniem, z którym trzeba się liczyć.
To, że mówi Pan głośno o tym, że choruje, to ważne też dla innych osób, które dowiedzą się o diagnozie. Zobaczą, że z tą chorobą można funkcjonować, normalnie żyć.
Za pośrednictwem mediów chciałbym się zwrócić do tych, którzy być może niedawno dowiedzieli się, że mają nowotwór krwi. Ważne, żeby pamiętali, że to nie jest koniec świata. Wiele zależy od tego, jak do tego podejdziemy. Nie wolno zaprzestać swojej aktywności, choć oczywiście trzeba mieć na uwadze pewne ograniczenia. Aktywność – fizyczna, zawodowa, pozwala pokonywać problemy, które są związane ze szpiczakiem.
Nie unikam tematów dotyczących tego, co mnie interesuje, czyli bezpieczeństwa. Chcę teraz oddawać to, co państwo zainwestowało we mnie w ciągu kilkudziesięciu lat. Chcę dyskutować o bezpieczeństwie w parlamencie. Mimo choroby, można i trzeba być aktywnym.
Chce Pan też wspierać pacjentów ze szpiczakiem. Co, według Pana można byłoby poprawić, jeśli chodzi o opiekę nad pacjentami hematoonkologicznymi w Polsce?
Najważniejsze jest, żeby nie bać się badać. Jeśli ktoś ma dolegliwości bólowe, nie bójmy się badań, podejmijmy to wyzwanie. Każda choroba wykryta na wcześniejszym etapie jest łatwiejsza do wyleczenia.
Jako parlamentarzysta, uważam, że należy spojrzeć na kwestię osób chorych onkologicznie w sposób systemowy. Choroba nie oznacza, że należy taką osobę zmarginalizować. Człowiek chory może być aktywny, także zawodowo.
Na pewno dużo do zrobienia jest, jeśli chodzi o dostępność oddziałów onkologicznych – nie tylko dla pacjentów ze szpiczakiem, ale też z białaczkami i innymi chorobami onkologicznymi. Ja nie mam z tym problemu, jednak my, chorzy, jesteśmy obywatelami całej Rzeczypospolitej, mieszkamy w całej Polsce – od Szczecina do Przemyśla, od Wrocławia do Suwałk. Dla niektórych osób dotarcie do szpitala to wyzwanie logistyczne. Uważam, że trzeba zrobić daleko idące kroki, jeśli chodzi o opiekę nad pacjentami – nie tylko związane z pozyskiwaniem kolejnych terapii. Bardzo ważna jest też dobra, kompleksowa opieka, żeby stworzyć pacjentowi dobre warunki leczenia, by np. przyjęcie kolejnego leku nie było związane z dużym wyzwaniem logistycznym.
W ostatnim czasie bardzo dużo mówimy o bezpieczeństwie państwa; nikt nie ma wątpliwości, że trzeba w nie inwestować – żyjemy w takich czasach. Jednak czy bezpieczeństwo zdrowotne nie jest dziś elementem bezpieczeństwa państwa, a inwestowanie w nie – nie jest elementem dbania o nasze bezpieczeństwo?
Z racji tego, czym zajmowałem się przez ponad 30 lat, zwykle mówię przede wszystkim o bezpieczeństwie militarnym. Jednak na bezpieczeństwo należy patrzeć holistycznie, nie tylko przez pryzmat zakupów uzbrojenia, systemów wprowadzanych do polskich sił zbrojnych. Nie będą miały racji bytu najbardziej zaawansowane technologie – bez społeczeństwa, czyli tych, którzy będą dysponować tymi systemami.
Mówi się dziś o zdrowiu żołnierzy, jednak żołnierze również są częścią społeczeństwa. To, co dzieje się w Ukrainie, każe spojrzeć bardzo szeroko na kwestię bezpieczeństwa. Stanowią o nim nie tylko żołnierze, ale wszyscy, każdy z nas. Zdrowe społeczeństwo jest fundamentem budowania odporności państwa. Powinni to zrozumieć także decydenci.
Chciałbym podziękować profesorom i całemu środowisku hematologów, którzy nie tylko leczą, ale też uczestniczą w procesach badawczych i mogą przynieść nam wiele informacji o nowych terapiach, które dają pacjentom nadzieję.
Skuteczne leczenie to inwestycja w ludzi…
Kiedy w 2021 roku – od kiedy mam swoją „przygodę” z chorobą nowotworową – czytałem poradniki dotyczące szpiczaka, to czytałem o chorobie nieuleczalnej, śmiertelnej. Były tam też prognozy przeżycia. Ja już tę barierę przekroczyłem. To świadczy o tym, jak niezwykle szybko rozwija się medycyna.
Najbardziej zaangażowane środowiska naukowe i medyczne nie będą tak skuteczne, jak tego oczekiwaliby pacjenci, jeśli nie będą wspierane przez państwo. Za każdą jednostką chorobową, za leczeniem pierwszej, drugiej i kolejnych linii, stoi pacjent, jego rodzina, również zaangażowana w leczenie. Ważne jest to, żeby potrzebę leczenia pacjentów dostrzegli decydenci – bo to oni decydują, jak będzie wyglądał budżet i środki na terapie. Trzeba szerzej i częściej docierać do ludzi, którzy są w administracji rządowej, w rządzie, w parlamencie, mówić na ten temat. Pamiętając również o tym, że bezpieczeństwo zdrowotne jest częścią bezpieczeństwa państwa.